Ostatni weekend jesieni
Jeśli jesteś osobą która dzisiaj nie przyjechała na trening, bo pomyślała że nikt nie przyjedzie, mamy dla Ciebie złą wiadomość – byłeś/byłaś w błędzie. A to nie koniec złych wieści.
Ci którzy nie wsiedli dzisiaj na rower stracili nie tylko okazję do rozciągnięcia kopyta po intensywnym piąteczku. Poza oczywistymi wątkami towarzyskimi, ominęły ich bowiem niezwykłe widoki, które tworzyły się na drogach przez niemal całą dzisiejszą rundę. To, co rano wydawało się zniechęcające, okazało się być największą atrakcją całego wypadu. Towarzysząca nam mgła zmieniła krajobraz w sposób nie do poznania. Obrazy jak z widokówek powstających na przełomie jesieni oraz zimy tworzyły się same, wystarczyło po prostu jechać i chłonąć piękno otaczającej przyrody. To sprzyjało rozmowom i studziło zapały gorących głów. Pokonaliśmy dzisiaj 65km w 3 godziny, więc w końcu możemy mówić o wycieczce, nieco szybszej, ale jednak wycieczce.
Poniżej kilka fotek z telefonu, szkoda że nie miałem lepszego sprzętu. A może to dobrze? Tego nie przekaże słowo i obraz. Tego trzeba doświadczyć.