XXII Wyścig Niepodległości – relacje, foto, video

XXII Wyścig Niepodległości to kultowa impreza kończąca sezon, na której nie mogło mnie zabraknąć. Atmosfera na wyścigu jest niepowtarzalna a doping na podjeździe pod skocznie dorównuje temu z  Gliczarowa  na TdP.

_t3a0020

Mariusz Marszałek

XXII Wyścig Niepodległości to kultowa impreza kończąca sezon, na której nie mogło mnie zabraknąć. Atmosfera na wyścigu jest niepowtarzalna a doping na podjeździe pod skocznie dorównuje temu z  Gliczarowa  na TdP. Niestety podobnie jak sezon, kończy się napęd w moim rowerze, więc zmuszony byłem startować na pożyczonym bike’u (Piotrek jeszcze raz wielkie dzięki). Około 50 osób na starcie tylko kategorii M7 i M8 robi wrażenie. Od początku mocne tempo narzucił Marek Bogusiak, ja trochę zaspałem, i do czuba doszedłem dopiero pod skocznią, na kolejnym okrążeniu zaatakowałem i po pewnym czasie udało mi się wypracować bezpieczną przewagę, którą utrzymałem do mety. Niektórzy mają uwagi do kibiców, którzy niby „przeszkadzają” zawodnikom, dla mnie tworzą oni niepowtarzalny klimat tej imprezy, za co dziękuję. Pomimo dość niskiej temperatury i niepewnej pogody wyścig przyciągnął bardzo dużą liczbę zawodników, która mam nadzieję z roku na rok będzie coraz większa (ja wpisuję się na przyszłoroczną listę startową już teraz) – wielki szacun dla organizatorów za świetną robotę.

_t3a0030

Kamil Nogalski

Na XXII Wyścig Niepodległości jechałem z mieszanymi uczuciami. Od zmiany czasu na zimowy ciężko było znaleźć mi motywację do treningów. Wmawiałem sobie że robię roztrenowanie i to chyba pomogło. Moja kategoria startowała o godzinie 13:40 więc od rana spokojnie przygotowałem rower i pojechałem nim na miejsce zawodów. Mój dojazd okazał się dłuższy niż dystans jaki miałem do pokonania na wyścigu :) Na miejscu same znajome twarze, zapowiadało się dobre ściganie! Po objechaniu trasy wiedziałem też że będzie mega doping na tzw. uskoku. Do przejechania mieliśmy 7 okrążeń które delikatnie różniły się od edycji rozgrywanych w poprzednich latach. Według mnie była to zmiana na plus, zamiast jazdy po kostce były fajne wiraże między drzewami.

Na pierwszym okrążeniu uformowała się grupka w której byli Marek Bogusiak, Mariusz Marszałek i Jakub Szałapski. Ja jechałem z Ziółkiem jakieś 50m za nimi. Wyprzedziłem Jarka i krzyknąłem żebyśmy doszli prowadzącą trójkę. Udało mi się do nich dojechać, jednak Jarek został w tyle. Jechaliśmy więc w czwórkę przez jakiś czas ale Mariusza oczywiście swędziały nóżki i musiał pocisnąć ;) Zdobył przewagę kilkudziesięciu metrów i zostaliśmy we trzech – ja, Marek i Jakub. Mariusza i Kubę widziałem już w akcji parę razy i wiem jakie mają możliwości. Z Markiem ścigałem się pierwszy raz w MTB i nie wiedziałem czego po nim się spodziewać. Na trzecim lub czwartym kółku zaatakował na uskoku i na szczycie rzuciłem do Kuby czy zdoła go dojść. Odpowiedział krótko: „jedź” i doszedłem Marka z którym we dwójkę pokonaliśmy pozostałą część wyścigu zmieniając się na prowadzeniu. Na ostatnim okrążeniu wyprzedziłem go na prostej za drewnianą kładką i tak wjechaliśmy na krętą końcówkę prowadzącą do mety. Wiedziałem że chłopak ma kopyto więc na finiszu był sprint żeby utrzymać drugą pozycję – udało się!

W tym miejscu mała prośba do organizatora o sygnalizowanie rozpoczęcia ostatniego okrążenia lub wyświetlanie przejechanych okrążeń. Byłem przekonany że do przejechania mamy jeszcze jedno kółko…

Podsumowując, organizacja imprezy była jak zawsze na najwyższym poziomie. Wszystko na czas, super nagrody, bardzo fajny pakiet startowy. I super doping lokalnej społeczności rowerowej! To naprawdę robi robotę! Jeśli chodzi o mnie to dostałem wielkiego kopa motywacyjnego na okres zimowy.

_t3a9894

Marek Bogusiak – XXII Wyścig Niepodległości oczami szosowca

W tym roku po raz kolejny zorganizowany został w łódzkich Łagiewnikach Wyścig Niepodległości. Kultowa już impreza w kalendarzu łódzkich maniaków, zwana potocznie „Wyścigiem o zapalenie płuc” z mitycznym „podjazdem pod skocznię” to absolutny obowiązek dla każdego szanującego się kolarza, niezależnie od specjalizacji.

Osobiście jako reprezentant szosowców w łódzkim środowisku, potraktowałem ten wyścig jako próbę „przytarcia nosa” kolegom specjalizującym się w kolarstwie górskim. Wyposażony w końcu w topowy sprzęt MTB w postaci Scotta Sparka Limited z 2009 r. (na niemodnych ostatnio 26” kołach) postanowiłem pokazać kolegom co potrafię. Pozytywnie nastawiony zjawiłem się w miejscu zawodów ok. dwie godziny przed planowanym startem. Zgrana ekipa, która już od lat odpowiada za organizację wyścigu po raz kolejny potwierdziła swoją wysoką klasę. Wszystkie formalności przebiegły szybko i bez najmniejszych problemów, trasa była oznakowana wzorowo, a nad całością czuwał zarówno jako sędzia jak i mistrz ceremonii – dobrze znany w środowisku – Krzysztof Karasiewicz.

Pierwsze oznaki zwątpienia we własne możliwości pojawiły się już podczas wyścigu młodszych kategorii wiekowych. Mocna ekipa przełajowców ze Sławna zrobiła na mnie – jak i na innych obecnych na „skoczni” – piorunujące wrażenie. Chłopcy z kategorii wiekowej 15-18 lat szli jak burza pod ten sztywny podjazd. W mojej głowie kołatała tylko myśl jak to możliwe? Przecież to nie do pomyślenia , żeby pod „skocznię” wjeżdżać z taką prędkością! A jednak… Jeszcze bardziej zmartwiła mnie próba podążenia za jednym z zawodników ze Sławna technicznym zjazdem znajdującym się zaraz za „skocznią”. Okazało się mianowicie, że jadąc na zwinnym fullu Scotta mam problem żeby utrzymać koło chłopakowi na przełajówce! Pomyślałem – nie jest dobrze, co ja tutaj robię? Co mnie podkusiło żeby pchać się na wyścig między drzewami po trasie pełnej śliskich liści, korzeni i Bóg wie jakich jeszcze niebezpieczeństw!? No ale skoro już się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Przyszedł czas na start mojej kategorii – trzeba podjąć wyzwanie. Wiedziałem tylko, że od startu muszę pojechać w trupa. Dobrze się złożyło, że akurat stałem w pierwszej linii…

START! Pełen gaz, kilka zakrętów i wypad na długą prostą, tętno grubo ponad 170 BPM. Jeszcze dobrze nie ustabilizowałem oddechu, a tu już wyrasta mityczna „skocznia” z tłumem kibiców i znajomych. Krzyki, wrzaski, „gorący” oddech zgromadzonych, poklepywanie i popychanie pod górkę to w tym miejscu standard! Dla takich momentów warto się wybrać na ten wyścig. Na żadnym innym wyścigu, który udało mi się zaliczyć w mojej amatorskiej karierze nie ma takiej atmosfery jak na „skoczni”. To jest coś niesamowitego, polecam to każdemu kto chce się poczuć jak zawodowiec na wiosennych klasykach podczas wspinaczki na Muur de Huy czy inny Cauberg. Tak byłem zaaferowany tym podjazdem i następującym po nim zjazdem, że obejrzałem się za siebie dopiero na prowadzącej cały czas lekko pod górę grobli, mniej więcej w połowie okrążenia. Okazało się, że jechał za mną tylko Mariusz Marszałek i Kuba Szałapski. Kamil Nogalski, z którym jak się później okazało miałem się ciąć o 2 miejsce, gdzieś został i musiał samotnie gonić naszą trójkę. Pomyślałem sobie – nie jest źle, co prawda nie wiem gdzie jestem i co robię, ale jestem w czołowej trójce – tyle do mnie jeszcze docierało. Drugie okrążenie to już popis Mariusza. Marszał jest poziom wyżej od każdego z kim dane mi się było ścigać. Ot tak z uśmiechem na twarzy zostawił nas na zjeździe (mnie i Kamila) za „skocznią”. Tylko Kuba dzielnie starał mu się dotrzymać koła – jak się później okazało nie był to najlepszy pomysł – te kilkadziesiąt sekund zbyt długiej zaginki zebrały jednak swoje żniwo. Kiedy Mariusz wreszcie pojechał po swoje, naszej trójce (mnie, Kubie i Kamilowi) pozostało już tylko jechać po drugie miejsce. Na bodajże trzecim okrążeniu postanowiłem depnąć trochę mocniej pod „skocznię” (ach ten doping…), okazało się że dla Kuby było to już za dużo. Ewidentnie zadymił i nie był w stanie pojechać ze mną i z Kamilem. Kolejne kilometry wyścigu upłynęły naszej dwójce na solidarnej jeździe po zmianach. Zdawaliśmy sobie sprawę, że bitwa o 2 miejsce rozegra się w samej końcówce. Tak jak było do przewidzenia, losy drugiego miejsca rozstrzygnęły się na ostatnich metrach wyścigu. Być może niepotrzebnie zaatakowałem pod „skocznię” (znowu ten doping…). Kamil spokojnie przetrzymał mój atak, na grobli również nie dał się złamać. Za to przed krętą końcówką swobodnie mnie minął i nie dał się już wyprzedzić, aż do samej linii mety. W samej końcówce Kamil wykazał się potrzebnym w takich sytuacjach sprytem i dzięki temu zajął 2 miejsce. Ja po raz kolejny w tym roku źle rozegrałem końcówkę w związku z czym zająłem tylko, a może aż 3 miejsce. Mimo wszystko będę bardzo miło wspominał XXII Wyścig Niepodległości. Niecałe 40 minut wyścigu ze średnim tętnem ponad 170 BPM to zupełnie coś nowego dla mnie jako szosowca. Ten permanentny metaliczno-krwisty posmak w ustach to świadectwo skrajnego wysiłku, którego rzadko doświadcza się na wyścigach szosowych. Właśnie takie mocno skondensowane wyścigi, trwające niecałą godzinę to prawdziwy sprawdzian dla każdego ambitnego kolarza – nie tylko amatora.

P.S. Ponadto okazuje się, że wyścigi w lesie przy temperaturze poniżej 10 st. C powinno się jeździć jednak na krótko (to nie przypadek, że Mariusz jako jedyny z elity jechał na krótko)… a z poziomu kibica przełajów wydawało mi się, że to jednak jest gruba przesada :)

Podsumowanie organizatora
Rekord frekwencji padł. Mimo słabo zapowiadającej się od rana pogody w zawodach wzięło udział nieco ponad 200 osób. Organizacyjnie nie do końca byliśmy gotowi na taką liczbę osób, ale jakoś poszło :). Połączenie sił z Łódzkim Okręgowym Związkiem Kolarskim przyniosło i trochę zamętu i korzyści – z przewagą jednak na korzyści. Wszystko dzięki prezesowi OZKOL Arek Grzegorz Jałowski i Krzysztof Karasiewicz którym dziękujemy za pomoc przy organizacji i przeprowadzeniu zawodów. Nieco skostniałe środowisko sędziowskie zaczęło żyć dzięki tym Panom. Dziękujemy za pomoc chłopakom z Bike Time Team – Mateusz Pacholec, Kamil Szukalski. Sam wyścig nie mógłby się odbyć w takiej formie gdyby nie nasi sponsorzy/przyjaciele (kolejność przypadkowa) którzy od lat wspierają Łódzkie kolarstwo: Blue Pill – bike parts – Łukasz Nowak – od dawna zaangażowany w kolarstwo, importer na rynek europejski m. Inn. amortyzatorów Spinner, pedałów HT; współorganizator Ligii Magnum parę lat temu. Sklep ul. Gdańska 112 http://bluepill.pl/Maxxbike – Tomasz Wiśniewski – właściciel sklepu na ul. Narutowicza 16 http://www.maxxbike.pl/zapalony kolarz, założyciel drużyny MaxxBike Team, Immergas Polska – duża Włoska firma produkująca systemy grzewcze z Polskim oddziałem mieszczącym się w Łodzi przy ul. Dostawczej 3a. Wśród jej personelu znajduje się kilku zapalonych kolarzy tworzących grupę 4MTB Immergas http://www.immergas.com.pl/Sawo Recykling – Kuba Szałapski – godny następca Generała , wystarczy zobaczyć jakie miejsce zajął w tym i zeszłym roku http://www.sawo-recykling.pl/ , Exiss Display – obróbka tworzyw sztucznych PLEXI, PET, PCV, Dibond itp. – firma wykonała piękne statuetki dla starszych kategorii wiekowych. Ul. Duńska 1 http://exiss.pl/

Wiemy co poprawiać na kolejnej edycji, oby tylko znalazł się na to czas – w tym roku ze względu na jego brak zorganizowaliśmy tylko te jedne zawody. Na koniec zamiast szczegółowej relacji kilka zdań o historii zawodów, którą mam nadzieje uzupełnią osoby znające dzieje wyścigu lepiej ode mnie np. Wojciech Ryk Jerzy Podgórski.

XXII Wyścig Niepodległości przeszedł do historii jako pierwszy w którym frekwencja przekroczyła 200 osób. Miejsce wyścigu na przełomie tych 22 lat zmieniało się kilka razy. Pierwsze (2? 3?) edycje były organizowane w Łódzkich parkach, później imprezę przejęła Karczma Leśny Dwór z Arturówka – dokładnie Pan Jakubowski. Trasa banalna – okrążenia wokół stawu, a jednak przyciągała rzesze zawodników w tym zaczynających ówcześnie przygodę z kolarstwem Magdalena Sadłecka i Ś.P. Marka Galińskiego. Cyklomaniak pomagał przy organizacji zawodów od 2011 roku. W 2012 roku wyścig miał się nie odbyć. Wtedy przejęliśmy jego organizacje. Była to też chyba ostatnia edycja na której zamiast liści na ziemi leżał śnieg. Od 2013 roku miejsce zawodów z płaskiego Arturówka przenieśliśmy do wschodniej części Lasu Łagiewnickiego. Zadecydował przypadek – w Arturówku tego samego dnia co miał być Wyścig wstrzeliła się impreza dla biegaczy – musieliśmy poszukać nowego miejsca. Wiele zawodników była zawiedziona że nie będzie już tradycyjnych pętelek wokół malowniczych stawów. Zmiana wyszła jednak na lepsze. Ośrodek Edukacji Ekologicznej okazał się doskonałym schronieniem dla zawodników a i trasa z podjazdem pod skocznie – Kościelną Górę stała się już kultowa.

 

Wyniki

http://www.protimer.pl/bio/wyniki/zawody/284/xxii-wyscig-niepodleglosci

Foto

Video

Zdjęcia: Łukasz Pawlak | Emu-Studio.pl

Łukasz