MP Masters 2016 Brodnica

MP Masters Brodnica 2016 – czy szklanka jest w połowie pełna?

Mniej więcej rok temu broniłem Komisji Masters PZKol przy okazji kompletnej wizerunkowej klapy jaką były MP w Wydminach. Pisałem wtedy że brak kompetencji organizatorów jednej, bardzo ważnej imprezy nie powinien przesłaniać całościowego obrazu pozytywnych przemian jakie przechodzi Kolarstwo Masters w Polsce [klik]. Dlatego ze wzmożoną niecierpliwością czekałem na tegoroczną imprezę mistrzowską. W Brodnicy miało się ostatecznie okazać czy w 2015 miałem rację.

Trasa

Mimo wszelkich kontrowersji dotyczących ryzykownego finiszu, osobiście uważam że na warunki Mistrzostw Polski Masters (czyli nie oszukujmy się – amatorów) trasa była dobrana optymalnie. Na 112km zrobiliśmy 950m przewyższenia, a nieustające hopki mocno wchodziły w nogi przy średniej prędkości 41,5km/h (M30). Świetne asfalty, fajny profil trasy, doskonałe, powtarzam doskonałe zabezpieczenie, duże grupy głośnych kibiców, to wszystko powodowało że czułem się bezpiecznie i mogłem skoncentrować się na tym co najważniejsze – na samym wyścigu. A było na czym się skupiać.

Wyścig

71 zawodników w kategorii M30 to już zacny peletonik. Zabawa zaczynała się podjazdem więc na starcie wszyscy byli rozgrzani jak trzeba, adrenalinę można było zbierać łyżkami i wkładać do słoików. Wszystko podkręcane przez mocną rockową muzykę i dobrego spikera powodowało że stojąc w pierwszej linii miałem ciarki na plecach. Ostatnie spojrzenie w oczy przeciwników i już wiedziałem że będzie się działo. I działo się! Początek pojechaliśmy względnie spokojnie, ale to chyba po to by po wjeździe na pętlę wystrzeliły petardy. Non stop ogień, ucieczka goniła ucieczkę, cały czas akcja, pogoń, kasowanie i tak w kółko. Dopiero po 50km zacząłem czuć że noga podaje, podjąłem próby ataku i przeskoczenia do odjazdów. Mimo jazdy w trupa nie byliśmy jednak w stanie nic zrobić – inni też jechali w trupa. To było prawdziwie męskie ściganie, bez brania jeńców. Słowa uznania dla całego peletonu, niesamowity poziom ogólny, praktycznie bez „średniaków”, bez ludzi przypadkowych – wszyscy umieli jeździć, a jak już jechali to robili to dobrze.

Finisz

Sprawa rozegrała się dość specyficznie. Peleton non stop grzejący i rozjeżdżający się zlekceważył odjazd dwóch niepozornych typków na bodaj 15km. do mety. Nie ma się czemu dziwić, takich odjazdów było tego dnia z 20. Jednak tym razem to był błąd. Z dwójki „strzelił” jeden uciekinier i późniejsze próby gonitwy skończyły się dyskusją pt. „Jak rozegrać walkę o drugie miejsce”. Wiadomo było że na zjeździe do zakrętu nikt nie ma szans na przejście wyżej, dlatego na 5km do mety wszyscy nagle się pobudzili i zaczęła się przepychanka. Skoczył też Marek – ucieczka trwała 20 sekund. Poprawił Bastek – 40 sekund i był z nami. Pomyślałem – to moja chwila! Ale przepchnięcia się do przodu graniczyło z cudem, każdy chciał zrobić to samo. W tym momencie zobaczyłem gościa na Luxtechu grzejącego chodnikiem 50km/h. Całe szczęście nie szła tam jakaś rodzinka z dziećmi bo by się mocno zdziwili. Sędziowie byli tego samego zdania i zbanowali cwaniaka. Chwilę później widzę jakiegoś wielkoluda przepychającego się na łokcie do przodu. Lecą bluzgi a ten dalej robi swoje! Mamy 2km do mety, zaczyna się zjazd, a gościu jest już z przodu. Myślę sobie „to nie jest finisz dla gentlemanów”. Na zjeździe pod wiatr mamy ponad 60km/h, próbuję przejść do przodu ale wszyscy jadą w trupa. Adrenalina osiąga wartości graniczne. Na wysokości biura zawodów zaczyna się zwężenie, nerwówka i nagle słyszę specyficzny odgłos pękających szprych i karbonu. Uff, całe szczęście to mnie nie drasnęło. Mamy 800 metrów do mety, za chwilę ciasny zakręt 120 stopni w prawo, ale już nie mam szans na przejście wyżej. W zakręcie składam się bardziej niż inni, zaczynam finisz niemal od 0km/h, przechodzę kilku zawodników ale jestem za daleko… puszczam korby szczęśliwy że przejechałem bez strat na zdrowiu i sprzęcie. Ciarki na plecach mam przez następne 15 minut. To było elektryzujący finisz.

Słów kilka o samych Mistrzostwach

Zawody w tym roku zostały przekazane profesjonalnym organizatorom. Zamana Group nikomu nie trzeba przedstawiać, więc skoncentrujmy się na faktach. Dzień przed zawodami na skutek niebotycznej nawałnicy drogi wyglądały tak jak na poniższym zdjęciu.

Brodnica w przeddzień startu MP

Brodnica w przeddzień startu MP – foto BodyiCoach Cycling Team

W dzień zawodów były perfekcyjnie posprzątane. Przypadek? Nie sądzę.

Idąc  dalej drogą faktów:
Czy kategorie wiekowe były racjonalnie rozdzielone? Tak. Czy godziny startu były korzystne? Tak. Czy trasa była atrakcyjna i wymagająca? Tak. Czy biuro zawodów działało sprawnie i szybko? Tak. Czy zabezpieczenie trasy było optymalne? Tak. Czy karetki i Policja byli na miejscu? Tak. Czy sędziowie robili swoje? Tak. Czy były wozy neutralne i techniczne? Tak. Czy atmosfera w miasteczku zawodów była sprzyjająca? Tak. Czy były miejsca parkingowe? Tak. Wspaniałe podium? Tak. Makaron w trzech smakach? Tak. Zdjęcia? Tak. Video? Tak. Toalety? Tak. Bar? Tak. Czy ostatecznie różnego rodzaju DNF-y mogli się zabrać pikapem do miasteczka? Tak.

Czy zatem szklanka jest w połowie pełna? Tak!

Ach, jaka to przyjemność! Rok temu miałem rację. Zapomnijmy o Wydminach, to był wypadek przy pracy. Po MP TT w Zduńskiej Woli, Torowych MP w Łodzi, trzecia impreza rangi mistrzowskiej 2016 też wyszła doskonale! Nieźle co? Jeśli ktoś twierdzi że „Mastersi” nie idą do przodu to musi być klinicznie ślepy.

Czy zatem można coś zrobić lepiej? Tak.

Co dalej?

  1. Moim skromnym zdaniem przy tym poziomie zawodników aż prosi się o nieco trudniejszą trasę. Nie chodzi o rewolucję, mam na myśli dodatkowy podjazd, czy to na rundzie czy na finiszu.
  2. Druga kwestia to prowadzenie na rundach. Z punktu widzenia zawodnika „szłem wszystko” (cyt. Rafał Majka), więc tabliczki z numerami rund były jak chińskie literki. Wystarczy dzwonek przy wjeździe na ostatnią rundę i sprawa załatwiona.
  3. Fajnie by było zróżnicować kolory numerów startowych w grupach łączonych. Mnie to nie dotyczy ale zawodnicy z czołówki nie wiedzieli kogo gonić, co jest istotne przy tak prestiżowej rozgrywce.

Czy można zrobić coś więcej? Chyba nie. Jeśli pozostało tylko tyle do zrobienia to chyba nie jest źle, co? W porównaniu z Wydminami inna liga, szanowni Państwo.

Prywata

Na zakończenie pozwolę sobie na odrobinę refleksji natury osobistej. Bardzo podobało mi się to że jechaliśmy jako Łódź. Cyklomaniacy jadą razem, to wiadomo. Docieramy się i uczymy się siebie z wyścigu na wyścig, nie zawsze nam to wychodzi ale jest coraz lepiej. Ale co z resztą? Owszem, na lokalnych rundach ścigamy się i rywalizujemy, ale w peletonie M30 pokazaliśmy że potrafimy się zjednoczyć. Nie było nas wielu, ale postawa nie-cyklomaniaków była bardzo budująca. Widok Krzyśka Wolskiego który na hasło „gonimy” jedzie w trupa – bezcenny! Dziękuję za to w imieniu nas wszystkich, to jest wartość która wykracza poza wyniki sportowe i zostanie w nas na bardzo długo. W jedności siła!

Wyniki

MISTRZAMI POLSKI z okręgu łódzkiego zostali:
Pyciarz Lidia K 20
Pernal Katarzyna K 40
Leduchowski Dariusz M 50B
Bylicki Jerzy M 60B

I Vice MISTZREM POLSKI z okręgu łódzkiego zostali:
Hrycyk Tomasz M 40B
Myszkowski Radosław M 70A

II Vice MISTZREM POLSKI z okręgu łódzkiego został:
Barcicki Adam M 60A

Serdecznie gratulujemy i życzymy kolejnych sukcesów.

Komplet wyników dostępny na stronie Komisji Masters:
http://www.kmpzkol.pl/wyniki.htm

Wpis przy wsparciu Peleton24 – sklep kolarski i Emu-Studio fotografia reklamowa
Łukasz